Wraz z końcem ciepłego, całkiem przyjemnego maja, przychodzi czas na kolejny, kalendarzowy miesiąc. Zgodnie z aktualnymi prognozami, czerwiec ma być wyjątkowo upalny - przewiduje się temperatury powyżej 30 stopni - oraz deszczowy. Na mieszkańców czeka ponadto cały tydzień dość gwałtownych burz. Połączenie niekoniecznie najlepsze, jak i niekoniecznie mile widziane. Tak to już niestety bywa o tej porze roku i trzeba jakoś przeżyć tych 30 dni. Na szczęście tutaj, w południowej części stanu Alabama, ludzie już dawno temu zdążyli przyzwyczaić się do takich warunków pogodowych. [więcej]

07.07Nowe ogłoszenie od administracji.

30.06Weź udział w Pokazie Talentów, uczcij należycie Dzień Czekolady oraz spróbuj wygrać konkurs jedzenia hot dogów na czas!

30.06Zaktualizowano ranking fabularny, pojawiło się nowe tło fabularne oraz zadania od Mistrza Gry.

19.06Rozpoczął się właśnie kolejny event. Zainteresowanych powitaniem lata zapraszamy tutaj.

14.06Administracja forum opublikowała wyniki oraz nagrodziła zwycięzców plebiscytu South Stars.

Ron Waterford

I'm just a stupid kid, fucking waste of space, criminal

25 y/o173 cm Camelia Street
Awatar użytkownika

wyszedł z więzienia

i chce ułożyć życie na nowo

jeśli to w ogóle możliwe

w south haven od
zawsze
Post post by Ronald Waterford (25 czerwca 2020, 19:26)
#1

Ron był trochę zawiedziony, że życie na wolności pachniało obsranym kiblem na jakiejś stacji autobusowej na której musiał gnić i czekać łaskawie aż jego pendolino, wlekące się chyba pięć na mile podjedzie łaskawie żeby go zabrać do domu. Do domu. Choć może tak właściwie powinien jechać w stronę przeciwną do czegoś, co kiedyś zwykł nazywać domem, bo na samą myśl o powrocie robiło mu się niedobrze i czuł się obco. Tak jakby nie miał do czego wracać, bo przecież ani mama, ani Tamara na niego nie czekały. Życie na wolności powinno pachnieć kwiatami bzu, trawką i cipkami, a te jego rzeczywiście nie pachniało jakoś... wspaniale.
Uniósł brew i wyjrzał znad najnowszego magazynu PLAYBOY 2020, posyłając zdegustowanej babci, siedzącej tuż obok wrogie spojrzenie. Zniesmaczona wpatrywała się w cycki wywalone na okładce, a Ron aż prychnął, bo żaden mocher nie będzie mu podskakiwał, kiedy on chciał sobie w spokoju pooglądać damskie wdzięki.
-To niech się babcia przesiądzie łaskawie jak się coś babci nie podoba, przecież nie zmuszam- mruknął, ale spóźniony autobus akurat wtedy nadjechał i chcąc nie chcąc musiał wcisnąć staruszce magazyn w rękę i jak gdyby nigdy nic, z jedną torbą, która była całym jego życiowym dorobkiem władował się do pksa. Wydał swoje pierwsze pieniądze na wolności na bilet, bo czasopismo oczywiście podjebał ze stacji i usiadł sobie gdzieś z tyłu wyglądając za okno. Ostatnim razem, kiedy tam siedział przymknęli go na sześć długich lat za kratkami i mimowolnie się wzdrygnął, złe wspomnienia niepokojąco często go męczyły...
South Haven nic się nie zmieniło. Nadal było wiochą, a znalezienie Mathiasa kwestią czasu. Wystarczyło popytać sąsiadów. Uśmiechali się do niego serdecznie, a Ron te uśmiechy odwzajemniał, bo nie mieli pojęcia kim jest. W więzieniu nic tylko pompował bicepsy, więc nie był już tym małym wieszakiem, rozstawianym po kątach. Na samą myśl o obsranych gaciach Matiego wkradł mu się lekki uśmieszek na usta. Stanął przed jego drzwiami, rzucając torbę na ziemię, tak o, żeby mieć wolne ręce!!... stał tak chwilę, wkurwiony jak przed sześcioma laty, ale jeszcze nad sobą panował. Wcale nie miał zamiaru rzucać się na niego, kiedy tylko drzwi otworzy.. może chwilę zaczeka!
Zapukał, a właściwie pierdolnął pięścią w drzwi tak mocno, że prawie zrobił w nich dziurę, a kiedy tylko Mati otworzył, nie spodziewając się zapewne takich gości, rozłożył ręce jak do uścisków z szyderczym uśmiechem, choć w oczach tkwił jakiś psychopata. -....No uszanowanko kurwa, fajo pierdolona, tęskniłeś?- miło cię widzieć Mati, tęskniłem Mati? prędzej wyruchałby tą staruszkę z dworca pks niż przyznał, że brakowało mu brata. Nie brakowało, bo on przez te sześć lat jakoś nie kwapił się, żeby go odwiedzić...
Może nie miał jaj? Ciekawe, bo wcześniej to Ron uważał go za swój autorytet i bohatera podwórka.
-Przyszedłem, żeby ci przypomnieć jakim honorowym człowiekiem jesteś i jak mnie załatwiłeś do końca życia-
I tak wbił w Matiego oskarżycielski palec, zbliżając się na niebezpieczną odległość-Tak, że własna matka mnie nienawidzi a moja dziewczyna pewnie puszcza się chuj wie z kim i chuj wie gdzie! - wyszukane słownictwo odbijało się echem od ścian tak że co poniektóre ciekawskie sąsiadki, wyjrzały zaciekawione ze swoich mieszkań, bo Ron już się ledwo w ryzach trzymał i darł się jak nienormalny, plując Matiemu na twarz. - Zabije cię kutasie- a mówiąc to chwycił go za chabety i pierwszy gong wylądował na jego fałszywej mordzie, którą kiedyś Ronald naprawdę kochał! Sad!

@Mathias Waterford @lourdes lahela
Obrazek
Weren't you the one who tried to break me with goodbye,
Do you think I'd crumble? Did you think I'd lay down and die?
Multikonta: nie
Odwiedź Profil Wyślij PW

Odznaki


Mathias Waterford

it's time for me to go back to my old ways, don't you cry for me

26 y/o180 cm Camelia Street
Awatar użytkownika

speaker w radiu

jesteś piękna, zostań moją żoną

i powiedz, że te koleżanki są z tobą

w south haven od
roku
Post post by Mathias Waterford (30 czerwca 2020, 08:43)
Ten moment odzyskiwania świadomości, podczas budzenia się ze snu. Jakby ktoś za szybko włączył światło. Tym razem Mathias nawet jeszcze nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo nie powinien otwierać teraz oczu ani tym bardziej wstawać z kanapy. Dlaczego właściwie spał na kanapie? Jaki dziś dzień tygodnia? Który mamy rok?
Na dźwięk pięści agresywnie uderzającej o wejściowe drzwi, jego całe ciało drgnęło w podskoku, a świadomość powróciła dwa razy szybciej. Przejechał dłonią po twarzy, nieco zirytowany. Zaraz zaczął analizować, co działo się wieczór wcześniej, ale nie mógł przypomnieć sobie niczego, o co sąsiedzi mogliby mieć pretensje. Nawet ten największy zrzęda, który karmił na balkonie gołębie nie mógł mieć teraz nic do zarzucenia Mathiasowi. Wyjątkowo cichy wieczór, bo nie można powiedzieć, że spokojny. Mimo, że każda komórka jego ciała krzyczała zostań, Mathias ruszył w kierunku wejścia. Natrętny gość w końcu by sobie poszedł, nie? Przechodząc, zajrzał przez uchylone drzwi do swojego pokoju, a w nim Lourdes, skulona na jego łóżku w tej samej pozycji, w której ją zostawił. Niebywałe. Nawet nie wiedział, która godzina. Może to wyjątkowo niespokojni świadkowie Jehowy albo ktoś z Amway bardzo chce wcisnąć mu przeciwłupieżowy szampon i próbki proszku do prania dywanów. Spławi ich i pójdzie spać dalej. Albo będzie leżał i gapił się w sufit, dopóki Lou nie zbudzi kac gigant.
Zajrzał przez wizjer i wtedy świat zahamował. Serce podeszło mu do samego gardła, powodując, że na policzkach poczuł ciepło, a żyły przy skroniach zaczęły pulsować mocniej i szybciej. Właśnie w tym momencie pożałował, że w ogóle otworzył dziś oczy. Ale teraz już nie było jak się wycofać. Nie tym razem. Nie żeby przez cały czas przygotowywał się psychicznie na ten moment. Nie wypadło mu przecież całkowicie z głowy, że jego brat siedzi w więzieniu i przecież w końcu z niego wyjdzie. Wcale. Kurwa mać. Otworzył powoli drzwi z kamienną twarzą, chociaż rysy niedospania powodowały, że była ona mniej napięta, a bardziej rozkojarzona, jakby Mathias jeszcze nie odzyskał w pełni tej głupiej świadomości. Na jego pytanie odruchowo zrobił dwa kroki w tył. Słowa uderzały w niego, jakby na wstępie Ron postanowił zmasakrować jego bębenki. Zdążył już odzwyczaić się od tonu jego głosu, a przecież Rona zawsze słyszało całe South Haven. Wbił wzrok w wystawiony w jego kierunku palec, próbując odzyskać zdolność poprawnego wysławiania się, ale ta nieoczekiwana wizyta, jak na złość odebrała mu mowę. Inaczej to sobie wyobrażał. Jak? Nie wiedział. Po prostu inaczej. Zapomniał, że Ron to psychopata. – Skąd wi… - nie zdążył dokończyć pytania, bo w tym momencie pięść brata wylądowała na jego żuchwie. Coś strzyknęło, Mathiasowi na kilka sekund zrobiło się ciemno przed oczami, zadzwoniło delikatnie w uszach. Kilka sekund na powrót do rzeczywistości, poruszanie szczęką, sprawdzenie, czy ilość zębów się zgadza.
Okej, czyli tak będziemy rozmawiać, dojrzale. Spojrzał na Rona spode łba, łapiąc jeszcze pion po czym ruszył w jego kierunku, mobilizując w sobie każdy mięsień. – Jesteś pizda, bo dałeś się złapać – popchnął go tak, że znów wylądował na klatce schodowej. Miał ochotę zrzucić go ze schodów, żeby tylko zniknął. Zły sen. Sąsiadka przestraszona schowała głowę za drzwiami i zamknęła je na klucz. Całe szczęście, Ester nie było tego dnia w domu. Mathias modlił się jedynie, żeby te hałasy nie zbudziły Lourdes. To sytuacja, której nigdy nie powinna stać się świadkiem. Ten kretyn był nieugięty, a teraz stał przed nim, po tych wszystkich latach, jeszcze gorszy, z chorobliwą chęcią zemsty wymalowaną na twarzy. Jakby więzienie było jakimś wydłużonym kursem na żywą maszynę do rozdawania wpierdolu.
- Albo się opanujesz albo kurwa wrócisz tam szybciej, niż się wszyscy spodziewamy – odparł, stojąc kilka kroków dalej, w progu drzwi. Naprawdę nie miał ochoty teraz napierdalać się ze swoim młodszym bratem. Tym bardziej, że szanse były naprawdę niewyrównane, oczywiście na niekorzyść Mathiasa.
@lourdes lahela
@Ron Waterford
Multikonta:
Odwiedź Profil Wyślij PW

Odznaki


ODPOWIEDZ

Wróć do „Mieszkanie #14”