Wraz z końcem ciepłego, całkiem przyjemnego maja, przychodzi czas na kolejny, kalendarzowy miesiąc. Zgodnie z aktualnymi prognozami, czerwiec ma być wyjątkowo upalny - przewiduje się temperatury powyżej 30 stopni - oraz deszczowy. Na mieszkańców czeka ponadto cały tydzień dość gwałtownych burz. Połączenie niekoniecznie najlepsze, jak i niekoniecznie mile widziane. Tak to już niestety bywa o tej porze roku i trzeba jakoś przeżyć tych 30 dni. Na szczęście tutaj, w południowej części stanu Alabama, ludzie już dawno temu zdążyli przyzwyczaić się do takich warunków pogodowych. [więcej]

19.07Na forum pojawiła się informacja dla aktywnych użytkowników. Zachęcamy do zapoznania się!

07.07Nowe ogłoszenie od administracji.

30.06Weź udział w Pokazie Talentów, uczcij należycie Dzień Czekolady oraz spróbuj wygrać konkurs jedzenia hot dogów na czas!

30.06Zaktualizowano ranking fabularny, pojawiło się nowe tło fabularne oraz zadania od Mistrza Gry.

19.06Rozpoczął się właśnie kolejny event. Zainteresowanych powitaniem lata zapraszamy tutaj.

14.06Administracja forum opublikowała wyniki oraz nagrodziła zwycięzców plebiscytu South Stars.

Peony Thistley

SWEET HOME ALABAMA, WHERE THE SKIES ARE SO BLUE

20 y/o170 cm Main Street
Awatar użytkownika

jestem fryzjerką

więc mam nożyczki

i nie zawaham się ich użyć

w south haven od
zawsze
Post post by Peony Thistley (23 czerwca 2020, 23:03)
#1 - continued

Najedzona popcornem i szeroko uśmiechnięta Peonka podążyła za siostrą w stronę kolejki górskiej, która była chyba jedyną atrakcją - oprócz strefy gastronomicznej - wywołującą w młodszej Thistley jakiekolwiek emocje. Szturchnęła siostrę lekko ramieniem i posłała jej oburzone spojrzenie, gdy Daisy zarzuciła jej, że się boi. Ona?! Peony Thistley?! Naczelna fryzjerka South Haven, zawodowa biegaczka i muza numer jeden Gilberta Westfalla, miała się niby bać?! Aż prychnęła głośno i skrzyżowała ręce na piersiach. — Niczego się nie boję — stwierdziła głośno i otwarcie, aż jakiś chłopak się za nią obejrzał i uniósł do góry jedną brew. Peonka uśmiechnęła się do niego przelotnie i przeniosła wzrok na siostrę, mrużąc oczy. — Idziemy, nie ma już odwrotu. To będzie szalona zabawa, zobaczysz. Na samej górze pokażę język wszystkim w dole — poinformowała siostrę. Dalej parła do przodu, oglądając się dookoła siebie w poszukiwaniu budek z pysznych jedzonkiem, dlatego gdy Daisy kucnęła, aby zawiązać buta, wpadła na nią i prawie obie się przewróciły. Peonka zatoczyła się i otworzyła szeroko usta ze zdziwienia, cudem nie lądując na kolanach. — Oczywiście, że z przodu, i oczywiście, że chcemy iść na kolejkę górską. Zmieniłaś już zdanie? Nie bądź tchórz — rzuciła do siostry i podała jej dłoń, ponieważ Daisy na pewno wylądowała na kolanach, gdy Peony popchnęła ją całą sobą do przodu. — I uprzedzaj następnym razem, zanim się zatrzymasz, prawie ci zęba wybiłam, a ja nigdy nie chciałam ci wybić zęba, stomatolog jest bardzo drogi, tak samo jak implanty. Wiesz, że Majowie kiedyś specjalnie wybijali sobie zęby i w zamian wstawiali protezy z nefrytu? Nie chciałabym mieć niebieskich zębów. Czy tam zielonych. Z drugiej strony musieli być bardzo zaawansowani medycznie. Chciałabyś zostać dentystą? — powiedziała wszystko Peonka na jednym wdechu i w końcu przeniosła wzrok na siostrę, która wydawała się być przestraszona. — Co ci? — spytała mała blondyneczka prosto z mostu, przechylając głowę na bok. Stanęła na środku alejki i umieściła dłonie na biodrach, przy okazji posyłając Daisy wyczekujące spojrzenie.

@Daisy Thistley
Multikonta: Sawyer
Odwiedź Profil Wyślij PW

Odznaki


Sawyer Bradford

SWEET HOME ALABAMA, WHERE THE SKIES ARE SO BLUE

36 y/o185 cm Northern Beach Road
Awatar użytkownika

you can't do a good job

if your job

is all you do

w south haven od
zawsze
Post post by Sawyer Bradford (25 czerwca 2020, 00:57)
Cud, że zgodził się iść jeszcze na kolejkę - naprawdę wolałby już wrócić do domu, położyć Hope na kanapie i zrobić z nią wszystkie te rzeczy, o których myślał, gdy ponosiły go wodze fantazji. Mimo że nigdy nie widział jej nagiej, oczami wyobraźni już zdejmował z niej krótką sukienkę i bieliznę. Nawet gdy trzymał ją teraz za rękę, a ona miała napad czkawki, nie mógł myśleć o czymś innym - dopiero kiedy spostrzegł jej nieciekawą minę, zatrzymał się tuż przed kolejką, nieco na uboczu, i zmarszczył brwi. — Lubię adrenalinę, zwłaszcza gdy prowadzę auto. A kolejka to prawie jak jazda autem. Tylko bez dachu. I szybciej. I nad niczym nie masz kontroli — zauważył mimochodem, lustrując wzrokiem policzki Hope, które przybrały blado-zielony odcień. Objął ją w pasie i przysunął do siebie. Tym razem wolał przejąć kontrolę i dopilnować, aby kobieta poczuła się lepiej. — Na pewno wszystko w porządku? — zmartwił się. Nie chciał mówić, że wyglądała źle, ale nie przypominała już tej samej Hope sprzed paru godzin. Jeszcze chwila i pewnie zaczęłaby słaniać się na nogach. — Może to ten arbuz ci zaszkodził? Jeju, przepraszam, mogłem cię spytać o zdanie, zanim kupiłem tę lemoniadę — kontynuował swój wywód. Zaczął myśleć - skoro Hope nie czuła się najlepiej, może powinni zrezygnować z przejażdżki kolejką? W końcu mogli tu wrócić następnego dnia, to nie była jednodniowa atrakcja. A dziś mógł odwieźć ją do domu, zaparzyć mięty i dopilnować, aby wszystko wróciło do normy. A potem ewentualnie przysunąć się bliżej niej, popchnąć na kanapę i dać się ponieść chwili. Ostatecznie Hope poprowadziła go w stronę kolejki, decydując się tym samym na przejazd. Zostawili rzeczy w specjalnie przeznaczonym do tego miejscu, a następnie umiejscowili się w wagoniku, jedno obok drugiego. Gdy Hope złapała go za rękę, przeniósł na nią wzrok i uśmiechnął się do niej lekko. — Prędzej ja ciebie — odbił piłeczkę i lekko zacisnął palce na jej dłoni. — Trzymaj się mocno, ruszamy — rzucił jeszcze do niej, gdy wagonik leniwie przesunął się do przodu i zaczęli powoli się rozpędzać. Czuł się zupełnie jak na jarmarkach kilkanaście lat temu. Co chwila jednak rzucał przelotne spojrzenie na swoją towarzyszkę, jakby chciał dopilnować, aby nic jej się nie stało.

@Hope Craven
Multikonta: Peony
Odwiedź Profil Wyślij PW

Odznaki


Travis Mosley

SWEET HOME ALABAMA, WHERE THE SKIES ARE SO BLUE

24 y/o189 cm Camelia Street
Awatar użytkownika

uczy tańczyć

w south haven od
urodzenia z przerwą
Post post by Travis Mosley (25 czerwca 2020, 22:54)
Odchylił tylko lekko głowę, żeby Ester nie była w stanie go zmacać zbyt długo, bo jeszcze zepsuje mu fryzurę, którą układał całe 32 sekundy. Tak naprawdę to po prostu nie podobały mu się te gierki, bo o ile miał dużo dystansu do siebie, to w tym przypadku był nieco rozdrażniony zarzutami Capshaw. A do tego jeszcze tylko Meyer i Westfall się napatoczyli, dolewając oliwy do ognia mimo, że nawet nic takiego nie powiedzieli, co mogłoby go rozjuszyć.
- Ale, że o czym? - ściągnął brwi w zastanowieniu, bo nie bardzo się domyślał o co Meyer go pytał. Z ulgą jednak odstąpił mu ulotkę, bo młodemu zdecydowanie bardziej się przyda mimo, że Travis też miał na swoim koncie kilka chwil zapomnienia z mężczyznami, czy to w trakcie studiów mu się zdarzało, czy na innych pijackich imprezach, w których przypadkiem - bo przecież nie przez zaproszenie - uczestniczył też Meyer. Tak czy siak, Mosley uważał się za hetero, bo kilka pocałunków i macanek o niczym nie świadczyło co pewnie mogliby poświadczyć uczeni w temacie znawcy. Gdzieś w międzyczasie pani Capshaw pożegnała się z Ester prosząc ją by miała oko na tego zagubionego chłopca, Travisa, i poleciała do swoich koleżanek, by przekazać im nowe ploteczki, jakie się dowiedziała.
Nie dowiedziawszy się o co w końcu Cyril pytał, więc i nie udzieliwszy mu konkretnej odpowiedzi olał go zostawiając w tej niewiedzy, gdy Ester przystała na jego propozycję. Szczerze się nawet zdziwił, bo sądził, że będzie wolała zostać ze swoimi ziomeczkami, bo z tego co tancerz był obeznany, to z Meyerem całkiem blisko się trzymała, ale nie wnikał i nie miał nic przeciwko towarzystwu dziewczyny.
- Tak, gra i buczy. Wkurza mnie po prostu, jak takie baby, które nie mają własnego życia, pouczają innych, jak mają żyć - odparł na pytanie Ester, choć lekko się minął z prawdą, ale prawda już nie była jej interesem. A bądź co bądź Capshaw też go wkurzyła. Nie zamierzał jednak pozwolić, by te parę minut zepsuły mu dzisiejszy dzień.
- To jaki masz plan nawrócenia mnie? - zapytał przyglądając się dziewczynie potrząsając przy tym brwiami, jakby wcale, a wcale nie miał niegrzecznych myśli. A miał. Wbrew temu co tam by sobie Meyer życzył pobajerować trochę mogą.

@Ester Yates @Cyril Meyer
Multikonta:
Odwiedź Profil Wyślij PW

Odznaki


Hope Craven

Dream a little dream of me

31 y/o160 cm Cedar Avenue
Awatar użytkownika

Kardiolog

Już się w rachubach pogubiłam

ile to razy z uczuciami chybiłam...

w south haven od
kilku lat
Post post by Hope Bradford (28 czerwca 2020, 00:19)
Ok, sama przejażdżka kolejką nie była taka straszna. Stan nieważkości w jakiś dziwny sposób na krótkie chwile niwelował fakt, że z każdą chwilą serio czuła się trochę gorzej. Zaraz jednak znów wszystko było ok. Dokładnie tak w życiu, jak na tej kolejce. Całość nie trwała długo, ale Hope już wiedziała, że z romantycznego wypadu to raczej wyjdą nici.
Kiedy kolejka się zatrzymała, musiała przyznać, że trochę jej ulżyło, a fakt, że miała ramię Sawyera, żeby się na nim podtrzymać, było zdecydowanie plusem tej całej sytuacji.
Niby wcześniej na każde jego pytanie, czy wszystko w porządku odpowiedziała twierdząco, ale teraz już nie była tego taka pewna.
- Saw... - Zaczęła nieco niepewnie, gdy wyszli już z obszaru wagoników. - Jak bardzo będziesz zły, gdy powiem Ci, że będziemy musieli przełożyć... randkę. Nie czuje się najlepiej. - W żadnym wypadku nie miała go za takiego, ale wolała wziąć ewentualną winę na siebie, żeby nie czuł się winny z powodu arbuza. Ostatecznie bowiem nie mógł wiedzieć, że ten owoc jej nie służy, a i jej zdarzało się bardzo rzadko, żeby tak właśnie się działo. - Czy miałbyś coś przeciwko gdybyśmy wrócili do domu? - Powiedziała, zanim zdołała ugryźć się w język. - Znaczy... Oczywiście, jeśli chcesz, to możesz tu zostać. - Była tu jego córka, a może zwyczajnie miał jeszcze coś do załatwienia. Nie był w żaden sposób uwiązany do niej tutaj i teraz, pomimo ich wcześniejszej rozmowy. Przyjechali tu razem, ale przecież nie musiał chcieć patrzeć na nią w takim stanie.
Czuła, że jest bardzo blada, zbierało się jej na wymioty i ogólnie nie za dobrze się czuła, dlatego w oczekiwaniu na jego odpowiedź wsparła się o metalową barierkę.
- Przepraszam za to wszystko. Zwykle nie jest ze mną tak źle. - Wyznała zgodnie z prawdą.
Chyba tylko Toby wiedział, że nie tolerowała arbuzów. I Sage, ale od niej nie miała już dawno żadnych wieści, że czasem sądziła, że tamta specjalnie się od niej odcięła.
Nie mogła jednak nikogo zmusić, żeby pozostawał w jej życiu i dlatego pozwoliła jej odejść.
I podobnie wolny wybór zostawiła Sawyerowi. Nie musiał się nią zajmować, nie musiał zaprzątać sobie nią głowy. Od tak dawna była w zasadzie sama, że przywykła do tego, że musi troszczyć się o siebie. To, co dawał jej w ostatnim czasie Sawyer, było czymś nowym, czy może raczej dawno niedoświadczonym. I nie do końca wiedziała, dokąd ich to wszystko prowadzi. Z pewnością jednak nie wymagała w tej chwili, żeby się deklarował, że zajmie się nią w zdrowiu i chorobie.

@Sawyer Bradford
@Mistrz Gry
Obrazek
Multikonta: Liv, CC, Jakub, Honey, Daisy
Odwiedź Profil Wyślij PW

Odznaki


Sawyer Bradford

SWEET HOME ALABAMA, WHERE THE SKIES ARE SO BLUE

36 y/o185 cm Northern Beach Road
Awatar użytkownika

you can't do a good job

if your job

is all you do

w south haven od
zawsze
Post post by Sawyer Bradford (05 lipca 2020, 13:15)
Kolejka górska skutecznie przywołała beztroskie wspomnienia dzieciństwa Sawyera i pierwsze wesołe chwile Lottie, gdy całą rodziną wyruszali na wycieczkę. Takie wycieczki zdarzały się rzadko, ale uwielbiał je - wszyscy byli tacy uśmiechnięci i beztroscy, nie nękały ich żadne problemy i rozterki. Trzymał się kurczowo poręczy, gdy jego ciałem miotała siła ciężkości, która nie pozostawiała wiele pola do manewru. Drugą ręką ściskał dłoń Hope - co chwila rzucał na nią krótkie spojrzenie, żeby skontrolować jej stan. Szczerze? Gdyby było trzeba, to pewnie poruszyłby niebo i ziemię, żeby tylko zatrzymać tę kolejkę, gdyby takie było życzenie Hope. W tej chwili czuł, że mógłby zrobić dla niej wszystko. Na szczęście, przejazd nie był długi i szybko wyskoczyli z wagonika. Pozwolił Hope podeprzeć się na jego ramieniu i posłał jej troskliwe spojrzenie. Był trochę rozczarowany, to prawda - w końcu gdyby spytał wcześniej, jaką lemoniadę chciałaby wypić Hope, uniknęliby ten sytuacji i nie zmuszałaby się do picia arbuzowego napoju, który najwyraźniej spowodował jej żołądkową rewolucję. — To moja wina — rzekł cicho, po czym objął ją ramieniem i pocałował ją w policzek. Na tyle chyba mógł sobie pozwolić. — Mogłem zapytać cię o zdanie, nie pomyślałem. Od dzisiaj zero arbuzów — dodał jeszcze i uśmiechnął się lekko do Hope, jakby chciał dodać jej otuchy. Złapał ją za rękę, po czym - nie przerywając uścisku - zaczęli zmierzać ku wyjściu. — Nie mam nic przeciwko, naprawdę. Odwiozę cię. Zaparzę ci też miętę, opatulę kocem i włączę komedię. A jak zaśniesz, to wrócę do siebie — poinformował ją, a uśmiech nie znikał z jego ust. Chciał, żeby ten wieczór skończył się inaczej, ale wiedział, że nie powinien forsować swojego zdania. Skoro Hope poczuła się źle, powinien się nią zaopiekować. Chciał jej pokazać, że naprawdę mu na niej zależy i seks nie jest jedyną rzeczą, która go interesuje. Owszem, był ważny - w zasadzie to seksapil kobiety sprawił, że zwrócił na nią uwagę - ale nie najważniejszy. Chciał, żeby wiedziała, że może mieć w nim oparcie i... że nie musi już radzić sobie sama. Po prostu chciał, żeby była jego partnerką. Na dobre i na złe. W końcu tego mu zawsze brakowało.

[ztx2]

@Hope Craven
Multikonta: Peony
Odwiedź Profil Wyślij PW

Odznaki


ODPOWIEDZ

Wróć do „Wesołe miasteczko”