Wraz z końcem ciepłego, całkiem przyjemnego maja, przychodzi czas na kolejny, kalendarzowy miesiąc. Zgodnie z aktualnymi prognozami, czerwiec ma być wyjątkowo upalny - przewiduje się temperatury powyżej 30 stopni - oraz deszczowy. Na mieszkańców czeka ponadto cały tydzień dość gwałtownych burz. Połączenie niekoniecznie najlepsze, jak i niekoniecznie mile widziane. Tak to już niestety bywa o tej porze roku i trzeba jakoś przeżyć tych 30 dni. Na szczęście tutaj, w południowej części stanu Alabama, ludzie już dawno temu zdążyli przyzwyczaić się do takich warunków pogodowych. [więcej]

07.07Nowe ogłoszenie od administracji.

30.06Weź udział w Pokazie Talentów, uczcij należycie Dzień Czekolady oraz spróbuj wygrać konkurs jedzenia hot dogów na czas!

30.06Zaktualizowano ranking fabularny, pojawiło się nowe tło fabularne oraz zadania od Mistrza Gry.

19.06Rozpoczął się właśnie kolejny event. Zainteresowanych powitaniem lata zapraszamy tutaj.

14.06Administracja forum opublikowała wyniki oraz nagrodziła zwycięzców plebiscytu South Stars.

Lorraine Jensen

I'm starting to desire the things i fear the most

22 y/o165 cm Camelia Street
Awatar użytkownika

Policjantka

Może znajdzie się ktoś, kto przebije się przez mur

Nadal walczy z demonami

w south haven od
07.2019
Post post by Lorraine Jensen (04 maja 2020, 16:36)
Jej się czasami też tak wydawało. Że to film, a jej padł kiepski zaszczyt grania jednej z głównych ról. Zwykle myślała o tym w te nieprzespane noce, kiedy kurczowo przyciskała do siebie kołdrę i wbijała wzrok w sufit jakby chciała wypalić w nim dziurę. Lot pierwszy lepszym samolotem byle jak najdalej idealnie wkomponowywał się w tą filmową otoczkę. Ale niestety to był film, a jej cholernie pogmatwane życie.
- Nie był zły. To była najlepsza decyzja jaką mogłam podjąć. - Odparła szczerze, uśmiechając się lekko. Wołała nie myśleć jak długo jeszcze przechodziłaby piekło gdyby nie zwiała z Bostonu. Ale na szczęście jest tutaj i nie żałuje nic a nic.
Słuchała go, nie odrywając od niego swoich tęczówek. W ciszy i pełnym skupieniu. W końcu chciała się czegoś trochę więcej dowiedzieć, prawda? A kiedy skończył uniosła kąciki ust. Lubiła go słuchać. Właśnie sobie to chyba uświadomiła, że słuchanie go było przyjemne dla ucha i duszy.
Jego pytanie trochę ją zaskoczyło. No bo, cóż... oczywiście że chciała w sobie pozmieniam kilka rzeczy ale nie wiedziała jak mu to powiedzieć tak by zrozumiał i tak żeby on za dużo nie powiedziała. Zaczęła się więc zastanawiać, odwracając głowę w stronę wody.
- Chyba podejście do niektórych spraw. - Ta wymijająca odpowiedź raczej go nie usatysfakcjonowała ale Lorraine nie dodała nic więcej. Zamiast tego odwróciła głowę w jego stronę z uśmiechem. - Ulubiony smak lodów? - Pytanie, jakie zadają sobie dzieci w podstawówce zanim zdecydują czy będą się przyjaźnić czy nie. Ale na jej to przecież była ważna sprawa!

@Colter Cunningham
Multikonta: Ester Yates
Odwiedź Profil Wyślij PW

Odznaki


colter cunningham

SWEET HOME ALABAMA, WHERE THE SKIES ARE SO BLUE

22 y/o180 cm Main Street
Awatar użytkownika

student kryminologii | barman

chyba udało mu się znaleźć sens w życiu

ale Lorraine się do niego nie odzywa

w south haven od
urodzenia
Post post by Colter Cunningham (06 maja 2020, 00:11)
Uśmiechnął się, gdy powiedziała sprostowanie co do jego wypowiedzianej na głos myśli, patrząc na Lorraine przez moment uważnie. Nie wiedział co przeszła, skąd przybyła (oczywiście nie mówię o mieście, bo to już zdążył usłyszeć z jej ust), co miało miejsce ogólnie w jej życiu. Ale mimo wszystko - cieszył się, że tak się stało. Że obecnie była spokojniejsza, uważając swoje trafienie tutaj za coś dobrego, nawet jeśli Colter nie widział South Haven jako miasteczka marzeń dla kogokolwiek.
Na jej odpowiedź odnośnie ewentualnego zmieniania czegoś w sobie aż parsknął pod nosem. - Nawet nie wiesz jak bardzo dobrze to rozumiem - skwitował, bo przecież już wiedziała o tym, co miało miejsce w jego życiu. Jak potrafił pokazywać swoją złość, chociaż to i tak namiastka tego, co powinna o nim wiedzieć. Ale jednocześnie - nie chciał tego robić. Bo to nic przyjemnego do słuchania, tym bardziej że Lorraine nie musiała o wszystkim wiedzieć. Jeszcze. Zależy jak im się relacja rozwinie w przeciągu najbliższego czasu.
Nawet jeśli, to dziewczyna sama zastosowała bardzo wymijającą formę odpowiedzi, na co zwrócił szczególną uwagę, ale czego nie drążył. Nie chciał przeginać, jeszcze znajdzie się zapewne sposobność, aby dowiedzieć się tego bądź owego; potrzeba tu czasu, przede wszystkim. Cierpliwości? Zapewne również.
Zerknął na nią, nie spodziewając się pytania, na co się szeroko uśmiechnął. - Pistacjowe, bezapelacyjnie - odpowiedział bez zastanowienia, bo i nie ma nad czym się rozwodzić! - No i jeszcze bakaliowe - dopowiedział, zaczynając rozkręcać się z tymi pytaniami. Wymieniali się informacjami, w trakcie czego po prostu siedzieli na mostku i patrzyli na widok przed sobą. Nie wiedzieli ile tu siedzieli, jednakże wypadałoby się ruszyć, wracając do miasteczka oraz swoich domów.
Tak też się stało, gdzie Colter został odwieziony pod miejsce zamieszkania przez Lorraine, dziękując jej za miły wieczór, a może i nawet urywek nocy? Pożegnali się, życząc sobie dobrej nocy, po czym Cunningham zasnął - praktycznie od razu, jak tylko się ułożył na wyrku. Spacer go kompletnie wymęczył, choć tego aż tak bardzo nie odczuwał. Lecz trzeba przyznać jedno - usnął z uśmiechem na ustach.

@Lorraine Jensen
[ z tematu x2 ]
Multikonta: florence | willow | rosemary | wade
Odwiedź Profil Wyślij PW

Odznaki


Mathias Waterford

it's time for me to go back to my old ways, don't you cry for me

26 y/o180 cm Camelia Street
Awatar użytkownika

speaker w radiu

jesteś piękna, zostań moją żoną

i powiedz, że te koleżanki są z tobą

w south haven od
roku
Post post by Mathias Waterford (06 czerwca 2020, 15:02)
yeehaw

Wyjątkowo ciepły dzień. Zmiany klimatu i topniejące lodowce mają się dobrze. Dobra, wyłaź ze swojej pasieki, zabieram cię do bunkra. Krótka wiadomość wystukana palcem w pośpiechu, po kilku godzinach żmudnego stukania w klawiaturę, wypisywania komend i przeklinania pod nosem. Ostatni raz zgodził się na naprawianie laptopa swojego brata. Jeszcze trochę, a jego kręgosłup wygnie się w łuk i już tak zostanie, a wzrok odmówi posłuszeństwa. Jeszcze za wcześnie na rentę. Znajdź sobie dziewczynę, zamiast ściągać pornosy. Nie, nie da się wydłużyć swojego penisa. Nie, żadna gorąca mamuśka nie ogłaszałaby w Internecie, że chce zdradzić z tobą swojego męża. Spójrz na siebie i po prostu posłuchaj starszego.
Nie miał zamiaru gnić w swoim mieszkaniu, kiedy za oknem wszystko krzyczało, żeby wyjść. Kiedyś tkwiłby za szklaną szybą dwadzieścia pięter nad ziemią, sącząc czwarte espresso z taniego automatu. Ktoś napierdalałby głośno przez telefon, gdzieś w tle brzęczałaby nieustannie drukarka. Kolega biurko obok dostałby drgawek, a Mati miałby ochotę odrąbać mu nogę. Każdy trzymał w swoim biurku trochę kokainy na czarną godzinę. Tak jak trzyma się cukierki miętowe, na wypadek, kiedy najdzie ochota na papierosa.
Cieszysz się, że tu jesteś, z dala od tamtego syfu. Na początku było ciężko, zawsze jest. Dzieciaki na karuzeli czują to samo, kiedy rozkręci ich trochę za mocno, a mama zagada się z koleżankami i zapomni krzyknąć, że trzeba się trzymać. Dupa boli, więc trzeba trochę poryczeć, otrzepać się, obrazić na cały świat. I siać spustoszenie gdzie indziej, dopóki znów cię nie wypierdolą. Jazda.
Cieszysz się, że znów tu jesteś. Znów widzisz te znajome twarze, chociaż na początku myślałeś, że już tym wszystkim rzygasz. Synu marnotrawny.
- Mrożona kawa dla najlepszej dziennikarki w South Haven – rzucił z szerokim uśmiechem, idąc w stronę Honki i trzymając w rękach dwa małe bidony specjalnie przeznaczone do różnych substancji, bo przecież Ruth wydziedziczyłaby go za używanie plastiku. Co prawda nie był to Starbucks, jak na prawdziwych ludzi mediów przystało, ale wchodząc do środka tej małej uroczej kawiarni, Mathias zastał nastolatków, robiących sobie zdjęcia z kawą i kolorowymi czasopismami o architekturze albo innym gównie. Lokalni influencerzy.
Przed wyjściem skręcił małego blanta, specjalnie na tę okazję. Specjalnie na wycieczkę do zarośniętego mchem i grzybem schronu, który pamiętał jeszcze zimną wojnę i znajdował się daleko poza główną ścieżką. Był jak ich prywatna baza, ich mały świat, w którym lubili zamykać się razem z Noelem. Prezent od rosyjskich koleżków. Pierwsze fajki palone bez obaw, że ktoś przyuważy, pierwszy alkohol, po którym zawsze jakimś cudem trafiali slalomem do domów. Inni potrafili gubić się na prostym szlaku, oni łazili jak im wygodnie, nie patrząc na żadne znaki, jakby to był ich teren. Jakby od zawsze należeli do tego miejsca, a one należało do nich.
@Honey Gulliver
Multikonta:
Odwiedź Profil Wyślij PW

Odznaki


Honey Gulliver

Oh Honey, Honey...

27 y/o162 cm Farma
Awatar użytkownika

Dziennikarka

Is it because my name

My life seems so bitter?

w south haven od
Urodzenia
Post post by Honey Gulliver (06 czerwca 2020, 15:56)
szyszunia

Powinni wszyscy juz byc dorosli. Powinni wedluf wszystkich przyjętych norm miec nawet nie tylko partnerów, ale małżonków byc mozna nawet dzieci. Powinni piąć sie do góry po szczeblach, strącając tych, którzy jechali przepisowo, czyli za wolno.
Co robili? Szykowali się do rozpalenia blanta, gdzieś za miastem, jakby nadal mieli lat naście i nigdy im nie przybyło nawet doby.
Honey pewnie powinna zapytać skad Mati zawsze miał towar. Alabama bowiem cierpiała pod batem wymogów i ścisłych przepisów antynarkotykowych. A on mial zawsze. I byl zawsze. Znaczy czasem był w Atlancie, teraz w South Haven. Ale byl po drugiej stronie ekranu. Czasem dzwonił do niej najebany lub nafutrany. Czasem ona wyslala mu fotki z girls night.
Takie ichniejsze Fajnie by było, gdybyś tu był
Padały obietnice, że się odwiedzą. 2 z 3. Honey nie wątpiła, że Noel i Mati dalej się przyjaźnią i sama być może też myślała, że powinna odzywać się częściej, ale nie było chyba już tam dla niej miejsca.
Bo przecież kurwa nie chodziło o to, że wyjechał. Ale, że wyjechał bez słowa. Spotkali się miesiąc temu, przy jeziorze i Noel chyba postanowił sprawdzić co teraz i co dalej. Uciekła. Od Matiego nie Uciekła. Jemu powie wszystko, bo był. Był wtedy i teraz. Teraz kiedy butelka domowej nalewki od Hester obijała się o modną butelkę Live. Laugh. Love. kupionej w ałtlecie za grosze, gdzie większość rzeczy miała pseudo filozoficzne motta. Wszyscy, którzy chcieli być inni, a wychodzili jednacy.
A on mial kawę. Brakowalo tylko, zeby spotkali się w lokalu modnym, jak na standardy w South Haven, wcześniej wpisując się sobie nawzajem w terminarze.
Ludzie mediów spod psiego ogona. Ale ich psiego ogona. Wszyscy tu wracali. Lekarze, policjanci, a jak widać na załączonym obrazku informatycy i dziennikarki tez.
South Haven zasysało ich ponownie, żeby wrócili jak marnotrawne dzieci.
Nastąpiła wymiana dóbr na szlaku. On dla niej kawę, ona dla niego nalewke. Moze zabrać do domu, a może podlać drzewo życia.
Schron był, tak jak i oni byli. Moze troche bardziej zmruszaly, porośnięty mchem.
Jak my?
Nie, to nie mech Honka, to zioło.
Idealnie.

Stare drzewo, ktore upadło pewnie równocześnie z tym, jak sam schron rósł do góry, stanowiło dobrą drabinę, gdyby chcieli usiąść na górze. Pomazane sprayem drzwi prowadziły do środka. Nikt juz o to nie dbal.
Obok największego bohomazu, wykonanego czerwoną farbą malutkie, kanciaste serce, wyskrobane wojskowym scyzorykiem. N + H + M.
Mieli byc na zawsze. Jest znow 2 z 3.
Uśmiechnęła się. W kanciastym sercu był komplet 3 na 3 poleca.
- Na górę, czy do środka? - Spytała, upijając łyk bardziej mleka niż kawy.
Pamiętał.
- Widziałam się z Noelem. . - Nie trzeba udawać. Nie przed Matim - on był wiedzący.

@Mathias Waterford
Multikonta: C.C, Hope, Liv, Jakub, Daisy
Odwiedź Profil Wyślij PW

Odznaki


Mathias Waterford

it's time for me to go back to my old ways, don't you cry for me

26 y/o180 cm Camelia Street
Awatar użytkownika

speaker w radiu

jesteś piękna, zostań moją żoną

i powiedz, że te koleżanki są z tobą

w south haven od
roku
Post post by Mathias Waterford (11 czerwca 2020, 20:16)
Zawsze najciemniej pod latarnią! Tam gdzie zakazy miały się dobrze, paradoksalnie jeszcze łatwiej było załatwić działkę. W liceum nawet Walter potrafił się do niego czasem uśmiechnąć i nie szarpał go nigdy za mocno, nie wsadzał mu głowy do kibla, nie wyzywał od pedałów. Ale Waterford nie próbował na tym zarabiać, chociaż nie raz ta atrakcyjna myśl przemknęła przez jego kędzierzawy wtedy łeb. Milo od czasu do czasu handlował. Kiedyś nawet namawiał Matiego na wspólny biznes.
"Ja będę królem zioła, a ty królem piguł. Brzmi jak plan, co?
Nie, Milo. Daruj sobie.
Jaka jest szansa, że pani Meyer znajdzie w twoim plecaku kolorowe tabletki i nie pomyśli, że okradłeś szkolny sklepik z pudrowych dropsów?
Wyobraź sobie, że częstuje się jednym, żeby sprawdzić.
Kretynie.
Pizda jesteś i tyle."

Dopiero po pobycie w Atlancie stwierdził, że nawet lepiej by wyszło, jakby posiedział sobie trochę za dilerkę w liceum. Może wybiłby sobie z głowy przedwczesne planowanie rodziny, a w efekcie oszczędziłby sobie tych wszystkich lat zmarnowanych na dawanie robić się w chuja. Może w takiej celi nauczyłby się życia, o którym zawsze powtarza mu Gary.
W takich chwilach lubił dostawać wiadomości od Honey. Lubił widzieć, że u niej wszystko w porządku, że wesoło spędza czas, nawet jeżeli były to tylko kadry wycięte z jej życia, milisekundy, dla których warto było uśmiechnąć się szerzej. Lekko zamazane przez niestabilny, pijany uchwyt. Najebana to do domu. Miało swój urok. Tymi zdjęciami unikali niewygodnych, prostych pytań, na które zawsze padała fałszywa odpowiedź. Bo nigdy nie było ok, nigdy wszystko w porządku, po co odtwarzać ten schemat, skoro można go bezboleśnie przemilczeć? Nikt nie zawiódł się bardziej, niż oni. I do nikogo nie mogli mieć żalu, jak tylko do siebie. To nie powinno dziwić, przecież wcześniej zachowywali się jak jeden organizm. Z jednym organem po przeszczepie. Nadal nie wiadomo, czy się przyjmie.
Jeżeli miałby powiedzieć, jak pachnie South Haven, to byłby to zapach lasu, zioła, świeżo ściętej trawy, owocowych perfum dziewczyn, z którymi się umawiał i miodowej nalewki od Gulliverów. Kiedyś poza tym, nie było już nic, tylko ta egzotyczna mieszanka.
Schron stał jak wielki, milczący pomnik, który sami sobie postawili. Był ukłonem w stronę beztroskiej wolności, pierwszych wagarów, pierwszego kaca i kilku innych pierwszych razów, na wspomnienie których rumieniec zażenowania maluje się na buzi. Czas się tutaj zatrzymał. Nawet farba na drzwiach wciąż odpryskiwała w tych samych miejscach. Inicjały pozostały nienaruszone. – Chodź na górę, jak zacznie padać to wejdziemy do środka – kapryśna czerwcowa pogoda. Usiedli na betonie, klasycznie ignorując echo słów babć o jakichś wilkach. Stąd las wydawał się należeć tylko i wyłącznie do nich. Wyciągnął z kieszeni blanta, na którego czekali przecież z niecierpliwością cały boży dzień. Widziałam się z Noelem. No proszę. Jednak nie tylko on doznał ostatnio cudownego skoku w przeszłość. – Hm? I jak? – spytał, jednocześnie odpalając skręta, biorąc bucha i podając Honey. Możesz powiedzieć mi wszystko, zawsze mogłaś.
@Honey Gulliver
Multikonta:
Odwiedź Profil Wyślij PW

Odznaki


Honey Gulliver

Oh Honey, Honey...

27 y/o162 cm Farma
Awatar użytkownika

Dziennikarka

Is it because my name

My life seems so bitter?

w south haven od
Urodzenia
Post post by Honey Gulliver (17 czerwca 2020, 03:37)
Zaciągnęła się posłusznie jego słowami jak po chwili blantem. Nigdy nikt nie wiedział, że ona, tak porządna przecież w każdym aspekcie życia miała w swoim życiu takie przygody.
Czasem można się było zastanowić, jak wyglądałoby jej życie, gdyby los na jej drodze nie postawił Matiego, który na sąsiedniej niemal farmie prowadził ją przez życie, chociaż uparcie cały czas ignorowali ewidentne przyciąganie. Nawet gdy ona była z Noelem, to byli też razem. I on też był na swój sposób z Noelem. Mieli przewspaniały cudny obszar wspólnej miłości, jednocześnie wpuszczając w serce drobne niedomówienia.
Nigdy niebędące kłamstwami, ale też nie były prawdą.
Całą trójką byli młodzi i głupi, a teraz byli tylko głupi, ale już z doświadczeniem wynikającym z tego, że nastawiali pośladki losowi, niemal sami kreśląc celowniki i podpisując: Życie, tu mnie kopnij.
Zioło od niego smakowało, jakby właśnie urwali się z przedostatniej lekcji, dając sobie jeszcze zapasową godzinę na ewentualne dojście do siebie.
I trudno orzec, czy rzeczywiście dochodzili do zmysłów, czy ich rodzice, wiedząc przecież, że dla nich świat kończy się na ich trójce, po prostu ignorowali.
Można było co prawda, przypuszczać, że Hester by nie popuściła tego, żeby uprzykrzyć życie Noelowi, ale jednak Honey nie mogła zupełnie zrozumieć, jak to się stało, że gdy wróciła z oczami lśniącymi od wymiany wspólnego narkotyku, nikt w domu się nie zorientował?
Może przywykli do jej dziwactw, którymi zwykle wypełniała swoje wypowiedzi.
Mati się nie śmiał, gdy opowiadała o tym, że zioło to numer 34 o kolorze krwistej czerwieni. Nie wiedziała, czy w pełni rozumiał, ale zdecydowanie nie wyśmiewał.
Przytrzymała dym w płucach, kupując sobie tym samym kilka cennych chwil, jednocześnie wysuwając w jego stronę skręta, a potem pomału wypuszczając dym spomiędzy warg. Podkluliła jedną z nóg, drugą zostawiając wyprostowaną.
- Nic się nie zmienił. - Powiedziała, uśmiechając się lekko.
Mati był przy niej, gdy Noel olał ją i wyjechał. A mieli zawsze być razem. Miał tam zawsze być, nie tylko dla niej, ale i dla Matiego. I być może Waterford otrzymał jakieś wyjaśnienie, ale Honey nie. Dlatego wpadła wtedy na Matiego nieco zachłannie, trochę pod wpływem emocji, na tej imprezie nad jeziorem. Wpadła i pozwoliła się pocieszać, pocieszając też jego. Byli wtedy tylko we dwoje. Ale już nie miała żalu. To było jego życie, a jeśli szczęśliwszy był bez niej, to kim ona była, żeby go oceniać? - Pocałował mnie, a ja zwiałam. - Jaka pojebana konkluzja na sam koniec, myśli o niepotrzebowaniu.
Buch wciąż wił się w jej gardle. Czuła go.
- A ty... Ty, w czym żyjesz? - W teraźniejszości? Ułudzie? Przeszłości.

@Mathias Waterford
Multikonta: C.C, Hope, Liv, Jakub, Daisy
Odwiedź Profil Wyślij PW

Odznaki


Mathias Waterford

it's time for me to go back to my old ways, don't you cry for me

26 y/o180 cm Camelia Street
Awatar użytkownika

speaker w radiu

jesteś piękna, zostań moją żoną

i powiedz, że te koleżanki są z tobą

w south haven od
roku
Post post by Mathias Waterford (30 czerwca 2020, 01:33)
Zawsze trzeba zostawić przestrzeń na śmianie się losowi w twarz. Oni potrafili to najlepiej. Nic nie wychodziło im tak dobrze, jak karmienie się naiwną nadzieją, że taki stan rzeczy utrzyma się już na zawsze. Że to oni są stałą tego wszechświata, że równie dobrze to Ziemia może krążyć wokół nich.
Granice ustalały się same, dlatego były płynne. Tak naprawdę to może nigdy ich nie przekroczyli. Nawet w tym klubie, po którym łuk brwiowy dochodził do siebie przez następne dobre dwa tygodnie. Karma. Skoro były płynne to prawie tak, jakby ich nie było. A skoro ich nie było to nie ma czego przekraczać.
Rodzice najpewniej wiedzieli więcej, niż oni sami mogli przypuszczać. W przypadku Mathiasa, ciężko było stwierdzić, czy posiadali jakiekolwiek zaufanie, po tym jak ich młodszy syn trafił do więzienia. Po prostu woleli nie wiedzieć, żeby mieć spokojniejszy sen, czy coś. Niektórzy rodzice robią swoim dzieciom wykłady na temat szkodliwości papierosów, jakieś testy narkotykowe, rozmowy, podchody - inni po prostu udają, że nie widzą, nie wypytują, nie przeszukują plecaków. Zasłaniają się zaufaniem, ale naprawdę po prostu wolą żyć w niewiedzy. Nie wiadomo tylko, na ile jest to zaufanie, a na ile zaniedbanie. Chociaż Mathias nie czuł się wcale zaniedbany, wręcz satysfakcjonowało go wkręcanie kitu i ten brak konsekwencji. Tylko kiedy wspomni sobie brata, zaraz w jego brzuchu pojawia się ten nerwowy ucisk. Też na to zasłużyłeś. Ale jesteś tchórzem. Wiesz.
Dlatego tak lubił uciekać do tych dobrych wspomnień. Cieszył się towarzystwem Honey, cieszył się każdą chwilą spędzoną w błogim udawaniu, że co złego to nie my. Bawiło go nawet to, że jeszcze kilka lat temu snuli razem z Noelem różne warianty przyszłości i nic w najmniejszym chociaż stopniu nie pokrywało się z teraźniejszością. Wrócili. To chyba tylko (i aż) tyle.
Prychnął rozbawiony słysząc słowa dziewczyny. Zerknął na nią, marszcząc delikatnie nos. – Pocałował? - wszystko bez zmian. Słowa pijanej Lourdes wypowiedziane kilka dni wcześniej w jego pokoju, rozbrzmiały w głowie Matiego jak echo. Wszyscy byli tacy sami, tylko teraz po prostu byli starzy. Starzy i głupi. A niektórzy w dodatku łysi. To się dopiero nazywa powrót na stare śmieci. Zrozumiał.
To chyba jakiś dziwny zwyczaj, zupełnie w ich stylu. Chyba to potrafili robić najlepiej, ignorując przy tym wszelkie inne sygnały, jakby taka była kolej rzeczy. Jakby to miało leżeć w obowiązkach każdego człowieka, znającego i doceniającego wartość przyjaźni. Ta przyjaźń zawsze była wyjątkowo chaotyczna i trudna do zinterpretowania, jak kolorowe stragany z góralskimi kapciami na monciaku w Sopocie. Wtedy też Lou dostała swoje upragnione stypendium, a jej ojciec zagroził Matiemu zbliżać się do córki pod groźbą rozstrzelania. Potem wyjechała do Europy kręcić te swoje piruety. A i tak najgorszy był w tym wszystkim Mathias.
W tamtym momencie po prostu nie mieli nikogo innego. Kto by pomyślał, że wszyscy, jak jeden mąż, zjadą się kiedyś do tego samego miejsca, które wyklinali w młodości. – Żyję, chyba to już samo w sobie jest dużym osiągnięciem – zażartował i zaciągnął się skrętem. – Chyba najgorsze mam już za sobą. Chociaż lepiej uważać, zawsze może pierdolnąć jak dziurawa tama – pokręcił rozbawiony głową. Trzeba pamiętać, że jedyne stałe rzeczy znajdowały się właśnie w zagrzybionej przestrzeni pod nimi, wyryte na omszałych drzwiach, wymalowane na odpadającej farbie. Przejechał dłonią po głowie. – Chciałbym chyba żyć w przeszłości. Tylko żeby nie musieć ponownie przeżywać tego wszystkiego, co jest później – dodał oddając skręta w ręce Honey.
@Honey Gulliver
Multikonta:
Odwiedź Profil Wyślij PW

Odznaki


ODPOWIEDZ

Wróć do „Weeks Bay Reserve”