Wraz z końcem ciepłego, całkiem przyjemnego maja, przychodzi czas na kolejny, kalendarzowy miesiąc. Zgodnie z aktualnymi prognozami, czerwiec ma być wyjątkowo upalny - przewiduje się temperatury powyżej 30 stopni - oraz deszczowy. Na mieszkańców czeka ponadto cały tydzień dość gwałtownych burz. Połączenie niekoniecznie najlepsze, jak i niekoniecznie mile widziane. Tak to już niestety bywa o tej porze roku i trzeba jakoś przeżyć tych 30 dni. Na szczęście tutaj, w południowej części stanu Alabama, ludzie już dawno temu zdążyli przyzwyczaić się do takich warunków pogodowych. [więcej]

19.07Na forum pojawiła się informacja dla aktywnych użytkowników. Zachęcamy do zapoznania się!

07.07Nowe ogłoszenie od administracji.

30.06Weź udział w Pokazie Talentów, uczcij należycie Dzień Czekolady oraz spróbuj wygrać konkurs jedzenia hot dogów na czas!

30.06Zaktualizowano ranking fabularny, pojawiło się nowe tło fabularne oraz zadania od Mistrza Gry.

19.06Rozpoczął się właśnie kolejny event. Zainteresowanych powitaniem lata zapraszamy tutaj.

14.06Administracja forum opublikowała wyniki oraz nagrodziła zwycięzców plebiscytu South Stars.

Reuben Meyer

Ja bym kota nie wziął na weekend. A ty mi chciałaś serce oddać, na wieczność

30 y/o189 cm Elm Street
Awatar użytkownika

niszczenie mienia lasu

można kochać więcej niż raz?

każdy przecież coś traci

w south haven od
zawsze (z przerwami)
Post post by Reuben Meyer (29 czerwca 2020, 17:32)
Reuben Clemens Meyer
Sam Claflin

data i miejsce urodzenia

17 II 1990 w South Haven, Alabama, USA

miejsce pracy & stanowisko

współwłaściciel tartaku + członek rady miasta

wykształcenie

Scheller College of Business, Atlanta, Georgia, USA

orientacja

hetero

miejsce zamieszkania

Elm Street, South Haven

O postaci
Nie wierzę w początki. Gdybym wierzył w początki, musiałbym też zaakceptować fakt, że za nimi nieustępliwie ciągną się też końce. Po cóż miałbym to sobie robić? Po cóż zezwalać na zamknięcie się drzwi, gdy mogę na zawsze trzymać je półprzymknięte? Z resztą nigdy nie wierzyłem też w pojęcie czystego startu. Żyć swoim życiem, zbierać doświadczenia do teczki, stąpać po krętych ścieżkach losu typując swoje miejsce i tu nagle, przez prosty wymysł woli… Co? Zrzucić skórę, stać się kimś innym? Udać, że czyny nie mają konsekwencji? Nie jestem tak naiwny; to, że chciałbym zapomnieć o świecie to nie znaczy, że świat zapomniałby o mnie. Każdy zaczerpnięty oddech, każda krzywda, wszystko wlicza się w rachunek, o który ktoś kiedyś się upomni. Będę czekał.

Ogary poszły w las.

Moje włosy w pełni lata pobyłyskiwały ognistymi pasmami, zlewającymi się niekiedy z gniewem odbitym w zielonych tęczówkach niecierpliwego wzroku. Nie potrafiłem tłumaczyć się z oczywistości; stąd częsta irytacja stanem rzeczywistości odbiegającym od przewidywanego stanu rzeczy i chęć zburzenia fałszu siłą własnej sprawiedliwości. Jeszcze wtedy, w dzieciństwie, spajała mnie wyjątkowo mocarna integralność. Wystarczyło poruszyć temat mojej mamy lub któregoś z rodzeństwa choćby w żartach, a rzucałem się z kłami w stronę głosu oszczerstwa. Jeśli mam być szczery korzenie mojej złości nie były osadzone w miłości czy wsparciu, lecz w lęku o to, że każda rysa na przedstawicielu rodziny Meyer, była od razu skazą przeszywającą na wskroś mnie. Mnie, moje, ja. Łapałem się tego, co należało do mnie z niezwykłą wręcz zapalczywością. Pierwszego kuksańca złapałem wykłócając się w piaskownicy o moją czerwoną łopatkę, a pierwszą nieprzespaną noc spędziłem obmyślając zawiłe riposty na uwagi nauczycielki angielskiego. Byłem burzą. Pioruny potrafiły trzaskać tuż pod skórą, a powstrzymanie się przed spełnieniem ich życzeń było niemożliwością – byłem ich posłańcem. Każdy kto stawał na drodze mógł się sparzyć. Od bójek w barze po ucieczki z domu, od drobnych kradzieży po skąpe murale. Władałem wszystkim, a mną mój gniew. I ona.
O ile nastrojony byłem przez los, by nerwami reagować niemal na każdy obcy dźwięk, jej głos przecież obcy nie był. Jej oczy od zawsze były znajome i choć ich otoczenie zmieniało się oraz dorastało, one pozostały wyznacznikiem bezpiecznej przystani. Nie była to miłość, której nadejście było oczywiste; nie weszła ona wejściowymi drzwiami i nie zadomowiła się bezwstydnie. Zamiast tego zakradła się przed poddasze i stała się nowym domem. Niewiele o niej mówiliśmy, bo rozumieliśmy się bez słów. Skłamałbym to jej przyznając laur za oszlifowanie mojego zrogowaciałego charakteru – prawdą jest jednak, że przy niej gniew wyparowywał, nie pozostawiając śladu. Ale ją także brałem za stałość i oczywistość, nie wiedząc, że wiatru nie da się posiadać.

Echo ich grania słabło coraz bardziej,

Nie szedłem dyktowaną drogą. Nie tylko dlatego, że wiedziałem lepiej; po prostu zależało mi, by nikt nie przypisał moich planowanych osiągnięć swoim radom. Wracając późną nocą widziałem przez okno jak moja mama płacze w rękaw, a młodsze rodzeństwo tuli się do niej, nie wiedząc jak sobie poradzić. Współczułem jej, w pewnym stopniu byłem na siebie zły, ale nie potrafiłem inaczej. Z mniejszymi i większymi sukcesami, na własny sposób, starałem się wynagrodzić niektóre wybuchy spełnianiem domowych obowiązków, a czasem nawet lepszą oceną w szkole, jednakże do dziś nie jestem pewien czy moje chęci zostały w odpowiedni sposób przypisane do intencji. Niemniej upewniałem się jak mogłem, że na Cyrila zawsze będą czekały nowe puzzle, a siostrom nie zabraknie strojów dla lalek; wszystko, co zarabiałem przy pracach dorywczych próbowałem w ten sposób oddać. Zanim poszedłem na studia pieniądze nie reprezentowały w moich oczach wielkiej wartości same w sobie – dopiero ich przejaw materialny był w jakikolwiek sposób satysfakcjonujący. Tak jak słowa same w sobie i ich obietnice mogły błądzić, czyny już były świadectwem. Odpłacałem bunt pomocą w warsztacie ojca, całodziennym wyjazdem do centrum handlowego z matką; nie mam zbyt wielu wspomnień aktu zabawy z moim rodzeństwem, nie potrafiłem udawać czy wczuwać się w dziecięce kreacje, lecz w moich rozrachunku sumienia spełniałem swoją rolę stając w ich obronie czy udając św. Mikołaja. Poza tym mieli siebie nawzajem; czułem się niekiedy jako bierny obserwator życia rodzinnego, sporo starszy od najmłodszych, skłócony z pragnieniami rodziców. Jednak dopóki miałem przystań, do której trafić mogłem nawet poomacku, życie toczyło się monotonnym, lecz stabilnym tonem. Raz przechylałem się za mocno w jedną stronę, by znów chwiejnym krokiem wrócić na środek; powoli tworzyłem system przerabiania gniewu na motywację i był taki moment, w którym widziałem dobrą przyszłość. Małe miasteczko otoczone lasem było nieznośną dziurą, ale było też moim domem – to las otaczający je dookoła napawał mnie niewytłumaczalnym lękiem. W miarę rozsądnie tłumaczyłem sobie jego dźwięki i skłonności, a trzymanie go na dystans sprawdzało się całkiem dobrze jako gwarancja niewtrącania się. Do czasu, gdy uśpiwszy moją czujność las zdecydował się sięgnąć po coś, co nie należało do niego.

aż wreszcie utonęło w milczeniu leśnym.

Pierwszy raz od wyjazdu na studia jej imię usłyszałem z cudzych ust. Podobno mamrotałem je przez sen, a zazdrosna koleżanka, z którą wtedy sypiałem, dopatrywała się mojej zdrady. Nieczęsto kłamię, ale wtedy skłamałem; bo któż mógłby się równać pierwszej miłości? Każda inna zbyt krótko mi się przyglądała, skoro nie dostrzegła blizn po tamtym uczuciu; każda inna dotykała mnie zbyt pospiesznie, bez czułości, skoro nie wyczuła słabych punktów i pustych korytarzy. A może to ja na to nie pozwoliłem. Wlałem całego siebie w osiągnięcie sukcesu. Straciłem rachubę nieprzespanych nocy próbując zasłużyć na miejsce w Scheller College of Business, nie przestrzegałem obiecanych powrotów do domu na święta i urodziny, oplatałem palce wokół długopisów podpisując umowy o pracę, egzaminy, eseje, cyrografy drobnych druczków. Zatapiałem się bez reszty w każdym zajęciu, którego się podjąłem i choć otoczenie mogło sądzić, że wynika to z niesamowitej pracowitości, bądź z przejawów ponadprzeciętnej inteligencji to nie była żadna z tych rzeczy. Moje nadmierne wysiłki wynikały z wewnętrznej potrzeby; udowodnienia czegoś i zapełnienia pustki. Potrzebowałem zajęcia, by dystraktorami odciągać uwagę od złamanego serca. Powoli moją garderobę przejmowały wyprasowane koszule i garnitury, powoli słowa same nasuwały się na usta, a oziębły gniew przerodził się w apatię. Obiektywnie wszystko się układało, subiektywnie nie mogłem wyzbyć się uczucia jakbym był jedynie gościem w swoim własnym ciele i gdy w końcu w odbiciu lustra ujrzałem obcą twarz, podjąłem decyzję o powrocie do South Haven.
Dla wielu wyglądało to jak nowy początek. Nabrałem ogłady, byłem gładko ogolony i uprzejmy; na nadgarstku błyskał srebrny zegarek, a podpis składałem używając obu pełnych imion. Ale jak już wspominałem, nie wierzę w początki. Wciąż pamiętałem krzywe spojrzenia sąsiadów i szepty za plecami – wciąż kątem oka widziałem znaki Jej obecności, ślady dawnych lat. Nie pozwoliłem, by zepsuło to plan, który podjąłem wraz z decyzją o powrocie. Zająłem się różnymi odnowami, zbieraniem funduszy, udzielaniem się publicznie. Zainwestowałem tu i tam, zachowując znajomości z Atlanty. Uśpiłem czujność. Nie mogę jednak udawać, że w jakiś sposób zbliżyłem się do rodziny, bo choć mieszkamy znów tak blisko siebie nadal nie pamiętam jak ma na imię kot brata. Nadal nie doprowadziłem do konfrontacji, na którą tyle czekam. Nadal nie przedstawiłem narzeczonej rodzicom. Ale na wszystko jest czas. Prawda?
Multikonta: brak
Odwiedź Profil Wyślij PW

Odznaki


south haven

Sweet home Alabama, where the skies are so blue

99 y/o199 cm Main Street
Awatar użytkownika

sweet home alabama

where the skies

are so blue

w south haven od
zawsze
Post post by South Haven (01 lipca 2020, 06:22)
akcept!
witaj w South Haven

Twoja karta postaci została właśnie oficjalnie zaakceptowana. Od tego momentu przysługują Ci 3 dni na rozpoczęcie rozgrywki. W celu dołączenia do wspólnej zabawy zacznij od zapoznania się z tematem kto zagra, aktualnym tłem fabularnym oraz specjalnymi zadaniami od Mistrza Gry. Nie zapomnij też założyć tematów osobistych dla swojej postaci - ułatwiają one prowadzenie fabuły.
Multikonta: brak
Odwiedź Profil Wyślij PW

Odznaki


Zablokowany

Wróć do „Mężczyźni”